Na pewno nowoczesne auta są ekonomiczniejsze, bezpieczniejsze i bardziej ekologiczne, ba nawet w przypadku niektórych podzespołów nie zagrażają naszemu zdrowiu i życiu (np. w starych samochodach używano azbestu w klockach i okładzinach hamulcowych by te nie „piszczały”- każdy wie co może spowodować azbest), ale czy konstruktorzy nie zatracili się w powyższych założeniach? Czy to są jeszcze konstruktorzy, czy może już tylko księgowi (mam wrażenie, że jest to najbardziej nielubiana w społeczeństwie grupa zawodowa…)?

Zacznę ten artykuł od bolącej mnie wielce sprawy- dlaczego przyjemność z jazdy jest zarezerwowana tylko dla zamożnych? To jest chyba jedna z tych rzeczy, które bolą mnie w nowoczesnej motoryzacji. Kiedyś można było dostać za cenę przeciętnego sedana prawie tak samo praktyczne auto klasy GT lub coupe, a wyglądzie znacznie bardziej przykuwającym oko. Teraz jak chcę poczuj „radość z jazdy” to mogę kupić albo szalenie zachowawczego technicznie Ford’a lub wydać Bóg wie ile pieniędzy i dostać „biedne” BMW albo Mercedesa- o Audi nie wspominam, bo prowadzenie ma jak Ford, cenę ma jak BMW, tylko klient jak wychodzi z salonu to czuję się lekko oszukany lub traktowany jak powietrze. A poza tym to dlaczego zabrano nam napęd na tylne koła? Obecnie żyjący ludzie są mnie godni, mniej pojętni by nauczyć się jeździć takim samochodem? Bo jeśli jest aż tak trudny w prowadzeniu, to dziwię się, że ludzkość nadal istnieje- aha, zapomniałem, że był jeszcze blok wschodni, gdzie aut było jak na lekarstwo- może tam ostali się ostatni przedstawiciele naszego gatunku, a potem po upadku ZSRR zasiedlili cały glob. Chyba nie.

Kolejna rzecz która mnie nurtuje, to wmawianie klientowi, że dostaje ciągle lepszą jakość, ale z tym łatwo jest polemizować. Gdy weźmiemy pod uwagę inflację i to, że auta mają na swoim pokładzie coraz więcej techniki z biegiem lat, to dojdziemy do wniosku, że auta tak naprawdę tanieją, czy oczywiście koncerny również się szczycą. Ale jak można połączyć jedno z drugim? Oczywiście jednym ze sposobów jest coraz większa unifikacja podzespołów wewnątrz koncernu, ale jest jeszcze jeden, chętniej stosowany zabieg- oszczędność. Od materiałów które nas otaczają we wnętrzu, po miejsca, gdzie oko nie sięga (najwyraźniej marki samochodowe obrały sobie za maksymę jedno ze znanych przysłów: „czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”). Oczywiście jest to zabieg wielce słuszny, ale ja jako użytkownik jestem w stanie zauważyć, że np. tapicerka nie jest już tak przyjemna w dotyku, nie ma tej wesołości i ciekawych przeszyć. No i jest jeszcze sprawa trwałości- są auta, w których tapicerka, oczywiście przy odpowiedniej pielęgnacji, była w stanie „wytrzymać” i 40 lat, i nie mówię tu o Mercedesach, lecz o zwykłych autach dla przeciętniaków.

Najgorszą jednak rzeczą jaką robią wielcy z koncernów motoryzacyjnych jest chyba brak swobody. Pomijam już brak możności wyłączenie jakichkolwiek systemów pokładowych „dbających o nasze bezpieczeństwo”, ale teraz to nawet wykwalifikowany hobbysta boi się zajrzeć pod maskę swojego nowego auta, a nawet jak się odważy, to jest skazany na wymianę elementów całymi modułami (koronnym dowodem może być „elektryka”, ale i np. samych sworzni w wahaczu nie wymienimy). A najgorsza jest chyba, przynajmniej dla mnie, wyżej wymieniona unifikacja części. Może i przełknąłbym to, że Citroen C5 i nowy Peugeot 508 wyglądają tak samo, gdyby te auta były jeszcze tak dobre, jak ich poprzednicy, ale z przykrością stwierdzam, że nie są…

Podsumowując ten krótki wywód na niekrótki temat, uważam, że w dobie globalizacji nie mamy co liczyć na motoryzację indywidualną, cieszącą przeciętnego człowieka. Obawiam się również, że pasja do starych samochodów będzie powoli wymierać wraz ze wzrostem ilości unijnych obostrzeń tak w temacie emisji szkodliwych substancji, jak i ekologii szeroko pojętej. Nie jest to jednak chyba coś aż tak strasznego, w końcu auto, dla wielu, zawsze miało służyć do przemieszczenia się z punktu A do punktu B, co nowoczesne auta robią coraz lepiej…

Michał Flak

www.mlodarpmoto.net